wtorek, 12 września 2017

** Fenty Beauty **

Wohaa, Fenty Beauty, hit internetu ostatnich dni wylądował dzisiaj u mnie! Fenty Beauty, marka stworzona przez znaną na cąłym świecie Rihannę :) Przyznam szczerze, gdy na początku czerwca zobaczyłam pierwsze zapowiedzi marki Riri, byłam bardzo sceptycznie nastwiona i dość negatywne podejście miałam, zważając na marki Kylie Jenner czy też Kim Kardashian. Jakoś byłam przekonana, że marki celebrytów to jednak nie TO i byłam w 100% pewna że odpuszczę, bo i tak nic ciekawego.


Jakże ja i wiele moich znajomych się myliło :) Rihanna z bombą weszła 8 września do sephory amerykańskiej od razu z całą szafą i gamą kosmetyków do twarzy! Nie powiem, szczęka mi opadła a pierwsze recenzje i filmiki na jutubie jeszcze bardziej przyprawiły mnie o zawrót głowy! Podkłady, puder matujący, stiki do konturowania, korektory, set rozświetlaczy oraz piękny błyszczyk, który ma pasować każdej kobiecie niezależnie od koloru i tonu skóry. Oniemiałam, piękna prosta stylistyka i cały design marki sprawiły że zapragnęłam mieć je u siebie!

Na szczęście premiera w UK miała również miejsce tego samego dnia, i w UK markę Fenty można dostać w sieci sklepów Harvey Nichols (online wysyłka na cały świat) oraz oczywiście stacjonarnie w butikach :)


Podkładów do wyboru jest aż 40 (!) kolorów i Riri już zapowiedziała, że gama w ciągu kilku miesięcy się poszerzy! Czyż to nie cudowne?? Ja sama mam odcień 140, który jest ciepły i wpada w ładną jasną oliwkę. Dobrałam również duo rozświetlaczy (które można używać na mokro!) oraz błyszczyk, ma on tak cudowny słodki zapach, całkowicie jak pianki marshmallow. Na pierwsze wrażenie nie zawiodłam się i jestem zachwycona, jednak głębsze testy na pewno nadejdą wkrótce! O czym będę pisała na blogu :)

A Wy też już macie coś od Riri? Planujecie zakup? :) 

czwartek, 7 września 2017

** Kocie oko z podwójną kreską **

Dzisiaj makijaż :D Ostatnio miałam wielką ochotę wypróbować, kocie oko z podwójną kreską, trochę mnie poniosło i przy okazji wyniosło z mojej strefy komfortu i myślę że końcowy efekt, całkiem fajny :) 

Twarz: Baza Benefit POREfessional, Podkład Armani Luminous Silk + Kiko Unlimited Foundation, Benefit Hoola Lite, Lovely gold highlighter

Brwi: Pomada ABH w kolorze Medium Brown

Oczy: Baza UD Eden, cienie Inglot 395, 353, 108R, 312, 335, 329, żelowy eyeliner Maybelline

Usta: Bourjois Velvet The Lipstick 02




poniedziałek, 4 września 2017

** Estee Lauder Double Wear Nude Cushion Stick - recenzja **

Marka Estee Lauder i ich już kultowy produkt Estee Lauder Double Wear chyba każdy zna :) Od jakiegoś czasu rodzina Double Wear trochę się rozrosła o kilka nowych produktów, między innymi Cushion Stick Foundation. Nie jest to nowość na rynku, jednak całkiem nowy produkt dla mnie, tym bardziej że jestem fanką raczej tych cięższych podkładów, a sam klasyczny Double Wear używam często na co dzień, jest to mój tzw. holy grail wśród podkładów :) 


Wracając do Nude Cushion Stick, jest to podkład lekki, rozświetlający o naturalnym wykończeniu, które można zbudować. Ma zapewnić świeży rozświetlony wygląd oraz być trwały do 8 godzin. Za 14 ml (Tak 14!) zapłacimy 28 funtów, podczas gdy za klasyczny, w którym znajdziemy 30ml zapłacimy 32,50Ł. Co wyróżnia ten podkład na tle innych typowych cushion? To, że ten cały gąbeczkowy mechanizm służy właśnie do aplikacji produktu na twarz, całe szczęście gąbeczkę można łatwo zdjąć oraz wyczyścić pod bieżącą wodą, niestety ten sposób aplikacji podkładu do mnie nie trafia, bo zbyt dużo produktu się marnuje, a sama gąbeczka rozprowadza bardzo słabo ten podkład, który do rzadkich nie należy. Po zdjęciu gąbeczki ukazjue się nam zwykły dziubkowy aplikator, przez który wypływa nam podkład, kiedy pokręcimy dolną częścią opakowania, jest to coś czego najbardziej nie lubię, bo zamiast wystarczającej ilości podkładu, serwujemy sobie zbyt dużą dawkę i w ten sposób podkład bardzo szybko się kończy - co oczywiste jest minusem przy takiej ilości jaką możemy tam znaleźć. Czego jeszcze nie lubię w tym kosmetyku to zapach, jak w standardowym DW zapach uwielbiam, tak tutaj jest wręcz straszny i jeszcze przez dłuższą chwilę utrzymuje się na twarzy (koszmarek). 





(2 warstwy podkładu)


(podkład + korektor+ puder)

Sam podkład w sobie jest bardzo średni, moja skóra należy do mieszanej z tendencją do bycia super tłustą, rozszerzone pory i czasem przebarwienia. Przy jednej warstwie, moja skóra wygląda jak po nałożeniu lekkiego kremu bb, bądź kremu koloryzującego - w pełni dopiero 2 porządne warstwy mnie zadowalają, gdyż krycie jest na przyzwoitym poziomie i większość rzeczy, których nie chcę widzeć jest ukryta. Co do samego wykończenia to rzeczywiście pozostawia efekt zdrowej i wypoczętej skóry, jego trwałość jak opisuje producent to 8 godzin, przy mojej cerze, dobrym zagruntowaniu pudrem to nawet i 9-10 godzin, co jest zadowalającym wynikiem. Niestety nie polecam się przytulać, podpierać, pocierać twarz czy za bardzo przyciskać telefon do ucha, bo podkład lubi się ścierać :P 

Podsumowując podkład raczej nie należy do moich ulubionych, zużyję go i coś czuję że będzie to najszybsze zużycie podkładu, patrząc ile ja potrzebuję, ale ile się zwyczajnie marnuje przez ten beznadziejny aplikator. Raczej poleciłabym go skórom suchom lub normalnym, które nie mają za wiele do ukrycia a zwyczajnie potrzebują rozświetlenia i obudzenia :) 





niedziela, 3 września 2017

** Makijaż z cieniami GlamShadows **

I tak jak w poprzednim poście zaprezentowałam Wam posiadane przeze mnie cienie GlamShadows, tak dzisiaj makijaż jaki wykonałam z ich użyciem, Moją "gwiazdą: tego makijażu miał być cień o nazwie błęktiny burgund, jednak ze względu na trudność z jaką się nim pracuje, nałożyłam na niego jeden z piękniejszych pigmentów sypkich od Inglot o numerze 120. 

Oczy: cienie GlamShadows: sorbet, landrynka, dzika malina, indygo, błękitny burgund, jogurt i winny!!, Inglot pigment 120, baza pod cienie Urban Decay Eden

Usta: pomadka Golden Rose Velvet Matte 09




sobota, 2 września 2017

** Glamshadows, czy warto? **

Glamshadows, glamkosmetyki to temat bardzo gorący w polskiej blogofserze. Marka stworzona przez Hanię - digitalgirl podbiła serca (i portfele :P) miłośniczkom makijażu, zbieraczkom, testerkom, w zależności do jakiej kto grupy się zalicza :D Ja również uległam czarowi Hani oraz tym z jaką pasją i zaangażowaniem opowiada o swoich kolorowych dzieciach, tym bardziej że zawsze ufałam jej opinią oraz recenzjom i uważam że jest to z niewielu jutuberek, które są rzeczywiście wiarygodne mimo dużej widowni :) 

Jak widać poniżej na zdjęciach moja kolekcja glamshadows jest średniej wielkości w tym mam jeszcze rozświetlacz glam oraz paletę, która niestety była jako edycja limitowana (nie wiem czy nadal można ją dostać). 

Każdy wkład to koszt 12 złotych, na pewno można o tych cieniach powiedzieć że są dobrze napigmentowane, ale niestety problem jest taki, że cienie z formułą power pigment (bingo, paprykarz, landrynka, dzika malina, tango i sorbet) dobrze blendują się tylko między sobą, przy próbie połączenia z cieniami z wcześniejszych edycji robi się jedna wielka plama koloru, cienie się zacierają i zamiast ładnych przejść robi się dosłownie kupa na oku. Kolejnym problemem z cieniami o tej wzmocnionej formule jest farbowanie powieki, nie ważne czy nałożysz na powiekę korektor + bazę, możesz mieć pewność że powieka będzie zafarbowana na przynajmniej 2 dni, mimo porządnego demakijażu. Lubię tą formułę i łatwość z jaką pracuje się z cieniami power pigment, ale uważam że NIE są to cienie dla początkujących osób, które dopiero co zaczynają przygodę z makijażem. Osypywanie się tutaj jest również dość sporym minusem. 


Co do reszty cieni to moje ulubione Pralina, Kosmiczna Pieczarka, Różowe Złoto i Czekoladowa Róża - przepięknie połsykują, ale polecam je nakładanie palcem - wtedy najpiękniej można wydobyć z nich blask - tutaj nie mam nic do zarzucenia. 
Świecąca morela i wata cukrowa - również polecam nakładanie palcem, są do siebie dość podobne, z tym że wata cukrowa jest bardziej delikatna, opalizująca a świecąca morela już bardziej "rzuca się w oczy".

Teracotta jako jedyny cień w kolekcji który jest z serii beztalkowców, piękny ale trochę trudny w pracy, najlepiej nakłada się go syntetycznym pędzelkiem (również na mokro!), nie sypie się, jeden z ładniejszych i moim zadniem must have :)

Ej rudy! to bardzo ciekawy typ cienia, przypomina mi trochę formułę Double Sparkle z inglota, czyli mat z zatopionymi drobinami - tutaj jednak Hania lepiej rozgrała sprawę i tak jak w inglocie te drobiny są wręcz chamskie i widoczne - tak w przypadku tego glamShadow jest zupełnie odwrotnie! Satynowy mat z ultra delikatnymi drobinami, mój osobisty faworyt lata i podejrzewam, że sezonu jesiennego również :) trochę się osypuje. 


Mulat i miodowy, szczerze kiedy zobaczyłam te dwa cienie u Hani na filmie, przepadłam i od razu je kupiłam. Świetna pigmentacja, łatwe i przyjemne rozcieranie oraz budowanie koloru, są bardzo miękkie ale uwaga! nie osypują się, co jest mega plusem. Są to dwa dość wyjątkowe cienie, które mało jakie firmy mają, a które łatwo jest dostać w PL, uwielbiam je i kiedy nie wiem co założyć na oczy, wybieram te dwa cienie! Polecam, polecam i jeszcze raz polecam, musicie je mieć! 

Atrament i Indygo, piękne dwa głębokie odcienie fioletu oraz granatu, są przepiękne, niesamowicie napigmentowane, matowe, dobrze się z nimi pracuje, chociaż tutaj radzę być ostrożnym i na spokojnie budować je na oku, pośpiech nie jest tutaj dobry i zdecydowanie odradzam jeżeli macie tylko 10 minut na coś na oku. Często używam ich również do robienia kresek kolorowych na oczach, wychodzą bardzo przyzwoicie, osypują się, ale za taką jakość matowych ciemnych cieni jestem w stanie im to wybaczyć :) 

Błękitny burgund, niestety ale chyba mój największy zawód ze wszystkich cieni glam jakie mam, piękny kolor, jest absolutnie cudowny gdy się go widzi (przypomina mi inglotowski pigment nr 120 :P), ale jakość jest zła, na powiece bardzo zanika gdy się chce zblendować z nim inny cień, nie pomaga tutaj baza, nie pomaga również klej nyxa, który wielbię ponad niebiosa, nie pomoże również wklepywanie palcem, na mokro, na sucho, uważam że ten cień jest zdecydowanie do kitu, już nie mówiąc o tym że większość pigmentu i tak zostanie na policzkach. NOŁP.

 Mokry bąbelek, szmaragdy, dominikana i smerfetka, grupa błękitnych i zielonkawych cieni o dobrej jakości oraz pigmentacji, na powiece nie sprawiają problemów, dobrze się je nakłada pędzlami oraz palcami, nie sprawiają problemów, chociaż cień Szmaragdy preferuję nakładać np na zieloną bądź niebieską kredkę w celu wyciągnięcia jego pigmentacji. Na spokojnie każdy sobie poradzi z tymi cieniami :) 


O palecie Glamshadows Edycja I, mogę napisać śmiało, że ta edycja cieni jest fenomenalna! Pigmentacja jest genialna, jakość świetna, bez zbędnego osypywania i jedyne co żałuję że to limitka, bo te cienie powinny być normalnie w sprzedaży. Wiem, że nie wszystkim ta kompilacja kolorów przypadła do gustu, bo po prostu nie każdy lubi tą dominację fioletów, ale dla mnie ta paleta to mistrzostwo.


Podsumowując mój przydługawy wpis, uważam że warto wypróbować cienie od Hani, wiem że każdy ma inną taktykę co do pracy z cieniamia, ich nakładaniem oraz tym co kładą na powieki przed. Nie mówię, że cienie z którymi ja mam problem będą problemem u innych. Każdy wkład to tylko 12 złotych i można sobie skomponować naprawdę porządną paletę do codziennego użytku, zwłaszcza jeżeli nie jesteście fankami "gotowych" palety typu Urban Decay, Zoeva i itp. Ja z pewnością na jakieś cienie się jeszcze pokuszę, tym bardziej że mam kilka na chciejliście.

A wy macie Glamshadows? Czy dopiero przymierzacie się do zakupu? Dajcie znać! 




piątek, 1 września 2017

** Jesienne klimaty **


I przyszedł wrzesień :) Dla wielu (włącznie ze mną) jeden z fajniejszych miesięcy zaraz po lecie, bo nadchodzi jesień! Uwielbiam jesień, zwłaszcza kiedy jest dość pogodna, słoneczna i w miarę ciepła :P Nie wspominając oczywiście o mocniejszym makijażu oczu i ust. Czyli miodzio <3 Ostatnio miałam ochotę wplątać w makijaż oczu trochę zieleni i oto co mi wyszło :) 


Twarz: Laura Mercier photo finish podkład, Maybelline Fit Me Concelear, Laura Mercier secret brightening puder, Becca Champagne Pop rozświetlacz, Inglot freedom system puder 505, MAC pro longer bronzer Nude on Board

Brwi: Anastasia Beverly Hills dip brow pomade w odcieniu Medium Brown

Oczy: Paletka Zoeva Cocoa Blend cienie: bitter start, substitue for love, freshly toasted i beans are white, Paletka Zoeva Mixed Metals cień neo brass, Inglot pigment nr 84, Maybelline żelowy eyeliner

Usta: Kiko konturówka Creamy Colour Comfort 311





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Labels

ABH Alverde Anastasia Beverly Hills Archie's Girls ArtDeco Astor Astor Perfect Stay Avon Avon Planet Spa Balea Balea balsamy Balea Bodybutter BB Krem bebe Bell Benefit BH Cosmetics Błyszczyki Bourjois Bourjois 123 Perfect Bronzer Brwi Bubchen Bubel Catrice Catrice Colibri Catrice Cucuba Catrice Hollywood's Fabulous 40ties Catrice spectaculART Catrice Une Deux Trois Chanel cienie Clarins Collection Color Tattoo Cut Crease Czerwone Brwi czerwone usta Dior DM Essence Essence Class of 2013 Essence Fantasia Essence Home Sweet Home Estee Lauder Eveline Eveline Cosmetics Eyeliner Face Chart Fenty Beauty FOTD Garnier Garnier BB Krem Garnier Hydra Adapt Giorgio Armani GlamShadows Golden Rose Hakuro Holika Holika Inglot Inglot Noble Joko Kiko Kobo kocie oko Kosmetyki Kreski L'Oreal La Roche Posay Laura Mercier Liz Earle LORAC Lovely MAC MAC Mineralize Skinfinish MAC Temperature Rising Maestro MakeUp Geek Makeup Revolution Makijaż makijaż kolorowy makijaż na dzień Makijaż w brązach Manhattan Max Factor Maybelline Maybelline Fit Me Mazidełka do ust MeMeMe Miss Sporty Mixed Metals Modern Renaissance MUR Nabla nowości NYX Olejek Sesa P2 P2 Nail Polish Sand Style palety Pielęgnacja skóry wokół oczu Pielęgnacja ust Pierre Rene pigment podkład Recenzja Revlon Rimmel Rival de Loop Rozdanie Róż Sephora Shiseido Sleek Sleek Au Naturel Sleek Lipstick Palette Sleek Monaco Sleek Respect Sleek Siren Sleek Sunset Smarowidła do ciała smoky eye Step by Step Stripped Nude swatche Szminka szminki TAG The Body Shop Ulubieńcy Ulubieńcy miesiąca Urban Decay Vichy Dermablend Violet Voss Wibo wieczorowy makijaż wkłady Yves Rocher Zakupy Zoeva