środa, 26 października 2016

** Maybelline Fit Me Poreless + Matte - najlepszy drogeryjny podkład? **

Czy Wy również podchodzicie z dużym dystansem do podkładów drogeryjnych? W moim przypadku głównym powodem jest kiepska kolorystka oraz tony, zazwyczaj w większości które miałam bądź testowałam na dłoni najjaśniejsze odcienie zawsze miały w sobie paskudne różowe tony, zbyt pomarańczowe lub po dłuższej chwili utleniały się i ciemniały o kilka tonów. Jasne, żeby nie było że demonizuję drogeryjne kosmetyki, bo naprawdę na przestrzeni tych wszystkich lat odkąd kupuję malowidła (jak to mój tata nazywa :D) rynek zmienił się diametralnie, a można znaleźć tyle cudownych perełek nie wydając przy tym milionów monet :) 

Bohaterem dzisiejszego wpisu jest podkład marki Maybelline Fit Me Poreless + Matte. Z góry niestety muszę zaznaczyć, że podkład jak na razie nie jest dostępny w polskich drogeriach, na allegro jego cena oscyluje w granicach nawet do 50zł! (choroba), natomiast łatwo go dostać w Niemczech bądź w UK (mieszkanki, urlopowiczki, bądź mające w tych krajach rodziny blogerki na pewno mogą bez problemu go ściągnąć :)). Podkład kupiłam kilka miesięcy temu właśnie w drogerii DM, za standardowe 30ml zapłaciłam 6,95€, oczywiście bardzo go NIE potrzebowałam, ale kiedy dojrzałam że najjaśniejszego koloru została ostatnia tubka to doszłam do wniosku, że to przeznaczenie i szybko wrzuciłam do koszyka, tym bardziej jako maniaczka zachodniego YT i po tych wszystkich cudownych recenzjach nie mogłam się mu oprzeć. Fakt jest taki, że amerykańska wersja Fit Me jest dostępna w szklanym opakowaniu z pompką, natomiast europejska w lekkiej tubce, z której łatwo jest podkład wydobyć. Dodatkowo jeśli się podróżuje opakowanie jest na plus, bo mało waży a zgrabne opakowanie również nie zajmuje wiele miejsca w podręcznej kosmetyczce.



Producent głównie obiecuje, że jest to lekki podkład przeznaczony do cery mieszanej i tłustej. Niweluje widoczność porów a zawarte w nim mikro kapsułki pudru utrzymują mat na długie godziny, pozostawiając naturalne krycie oraz wykończenie. Jak się to odnosi do rzeczywistości? Podkład ma dosyć płynną, ale nie całkowicie leistą konsystencję, jest bardzo przyjemny w dotyku i śmiało mogę powiedzieć że jest tak jakby aksamitny pod palcami? :D (Tak wiem, śmieszne porównanie ale w moim odczuciu tak właśnie jest!), odcień 105 czyli najjaśniejszy z całej gamy ma bardzo ładny jasny kolor o żółtych tonach, a więc na start zostałam wniebowcięta. Moja skóra nie powala gładkością i równym jej kolorytem, do tego duże i widoczne pory są moją małą "zmorą", dlatego do aplikacji podkładów używam tylko i wyłącznie gąbek (nie wiem kompletnie jak się spisuje podkład rozprowadzony palcami czy pędzlem).


(Przed aplikacją)



(Po)


(Porównanie obydwu stron przed i po)


(Podkład + korektor + puder)

Zazwyczaj używając go, nakładam jedną dosyć cienką warstwę na całą twarz, daje ona maksymalnie naturalne wykończenie i wyrównuje koloryt cery. Czy niweluje widoczność porów? Trochę ciężko mi powiedzieć, raczej zależy to od pudru jakiego używam, ponieważ puder "wciskam" w twarz, żeby maksymalnie przedłużyć trwałość makijażu, natomiast tutaj delikatnie przypudrowałam twarz pudrem w kamieniu używając przy tym puchatego pędzla. Jak widać na załączonych zdjęciach, również samo wykończenie podkładu NIE jest matem, a raczej satyną dającą efekt maksymalnie zdrowej i wypoczętej cery, mi osobiście to nie przeszkadza, a nawet cieszę się że nie jest to suchy mat. Sam w sobie jest bardzo długotrwałym podkładem i u mnie na spokojnie wytrzymuje 12h +, dobrze zagruntowany utrzymuje mat w ryzach do 8h!!! Po tych godzinach zaczynam się minimalnie świecić, ale bibułki i można działać dalej. Jest to dla mnie szokujący wynik, bo droższe podkłady o właściwościach matujących wymiękają po 3-4h. Co jeszcze lubię w tym podkładzie to to, że można pięknie budować nim krycie, jedna warstwa daje taki efekt jak możecie zobaczyć na zdjęciach, dwie również cienkie warstwy dają dla mnie efekt porównywalny z kryciem EL DW, cera jest ultra gładka i na żywo wygląda się jak po użyciu fotoszopa w tubce (i naprawdę nie przesadzam!). Ciężko jest mi jedynie powiedzieć jak radzi sobie z większymi zmianami na twarzy oraz w przypadku cery suchej lub normalnej.

Podsumowując, jest to świetny i należący do tańszych podkładów drogeryjnych, który warto wypróbować jeżeli macie do niego dostęp, kolory i formuła nie straszą różowatą prosiaczkowatością czy pomarańczą jak zazwyczaj bywa. Odkąd zaczęłam go używać nic innego nie biorę do ręki, bo wiem że mogę na ten kosmetyk liczyć, swoją trwałością i tym jak wygląda na twarzy można powiedzieć że to hit hitów, tym bardziej szybkość i łatwość w nakładaniu go na twarz, bo nie rozjeżdża się, nie rozwarstwia, wtapia się w skórę i nie wymaga wiele wysiłku jak inne podkłady, które posiadam. I nie, nie ciemnieje na twarzy :) 

Największym jego minusem jest to, że nie jest dostępny w Polsce, może jednak coś się zmieni? Niemniej jednak jeżeli macie okazję go kupić to nie wahajcie się ani chwili! A może już go używacie?

poniedziałek, 24 października 2016

** Inglot, czyli małe zakupy **

Jakiś czas temu, ponownie była akcja promocyjna z gazetami do wielu sklepów i stacjonarnie i online. Mi udało się dorwać kod promocyjny na -20% do Inglota i właściwie to to mnie najbardziej interesowało :D więc żal byłoby czegoś nie dokupić. Tym bardziej że jesień, że ciągnie mnie do chłodnych kolorów na oczach oraz chęć posiadania nowych pomadek była silniejsza niż zdrowy rozum i wylewające się w moim domu kolorowe kosmetyki. 



Pokusiłam się na 5 cieni, w kolorach szarości (tak to przełom u mnie, zwłaszcza że żyłam w przekonaniu, że szarości i inne chłodne kolory to nie moja bajka). Dwa maty i trzy perły, czyli moje ulubione wykończenia :) Róż AMC z serii freedom o dosyć naturalnym, delikatnym brzoskwiniowym odcieniu, n aswatchach w internecie drobinki nie były AŻ tak widoczne, jak można je dostrzec w opakowaniu. Trochę boli mnie to, że drobinki są srebrne, a więc ochładzają sam kolor różu. Niemniej jednak jest piękny i wiem, że będzie mi towarzyszył przez jesień oraz zimę. 



I oczywiście szminki :) Należę stety lub nie do grona osób uzależnionych od szminek i rzadko kiedy z drogerii wychodzę bez czegoś nowego do ust, nieważne czy to kolejny balsam, konturówka, błyszczyk, szminka taka czy taka, coś nowego musi być! Tym bardziej zakupy przez internet, gdzie dostępność i różnorodność kolorów oraz formuł potrafi mocno przytłoczyć (problemy pierwszego świata :D). Z firmy Inglot osobiście baaaardzo lubię szminki o wykończeniu matowym, wiem że wiele dziewczyn hejci je za tępą konsystencję, że są za matowe, że rolują się na ustach i w tempie ekspresowym podkreślają suche skórki bądź nawet to, że nie trzymają się na ustach i szybko ścierają. U mnie nic takiego się nie dzieje, moje usta bardzo lubią nawet najbardziej suche maty i nawet po wielu godzinach noszenia oraz ewentualnych poprawek są w świetnej kondycji. 


Kolory na jakie się zdecydowałam to 434, 426 i 446 który pochodzi z najnowszej kolekcji What a Spice! Pierwszy to cudowny odcień różu, kolejny to średni odcień śliwki o ciepłych tonach, a ostania to powiedziałabym że dość klasyczna czerwień, ale ma w sobie to coś jesiennego, otulony ciepłymi tonami kolor bardzo wyróżnia się swoją oryginalnością na tle innych czerwieni, które posiadam w swoich zbiorach :) 


A czy Wy zaszalałyście na dniach zniżek ze swoimi kuponami? :) A może same macie coś z prezentowanych kosmetyków lub "chorujecie" na jakieś kolory wraz ze zmianą sezonu? 

niedziela, 23 października 2016

** Makeup Revolution New-Trals vs Neutrals - czyli piękna paleta w przystępnej cenie! **

Makeup Revolution, marka która szturmem weszła na rynek kosmetyczny już ponad dwa lata temu, dalej zaskakuje swoimi nowościami, cenami i dostępnością kosmetyków w sklepach internetowych oraz także stacjonarnych (np. drogeria Jaśmin we Wrocławiu na przeciwko dworca głównego :P). Ja jednak należę do tych osób, które podchodzą z dużym dystansem do marek, zwłaszcza takich które wchodzą do gry z naprawdę dużym asortymentem na start. Przyznam, że strasznie długo wahałam się wydać, nawet te małe pieniądze na coś z MUR, do zakupu pierwszej palety zostałam zachęcona przez swoją siostrę (nawet nie wiem czy jest ona tego świadoma :D), posiada ona w swoich zbiorach róż serduszko oraz paletkę, której jakość zaskoczyła mnie tak pozytywnie, że dzisiaj właśnie piszę Wam o paletce New-Trals vs Neutrals.

Jestem fanką ciepłych odcieni, ale i ostatnio naszło mnie na bardziej stonowane kolory, bardziej ziemiste, chłodniejsze których przez długi czas unikałam jak ognia, a które rewelacyjnie podkreślają moją piwną tęczówkę, wybijając ją na pierwszy plan. Paletka MUR jest bogata właśnie w te wszystkie kolory, w których się lubuję. Przy 16 cieniach można stworzyć dowolny look, od delikatnego, poprzez jesienno zimowe makijaże aż do mocnych smoky. Oglądając raz po raz swatche w internecie (przed ostateczną decyzją dotyczącą zakupu) zastanawiałam się czy rzeczywiście te cienie są tak napigmentowane mocno czy to magia bazy/korektora/podkładu/fotoszopa. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy paletka od mnie przyszła a ja zanurzyłam w niej palca, przyjemna kremowa konsystencja, miękka ale nie pyląca się (chyba nikt nie cierpi kredowo suchych cieni, sypiących się na potęgę), bardzo łatwo rozprowadzająca się po powierzchni skóry czy to właśnie palcem czy pędzlem. 




Najmniej widocznymi cieniami na zdjęciach są właśnie te dwa cielaki, jednak spełniają swoją rolę rewelacyjnie przy makijażu. Dla fanek całkowicie matowych cieni, maty w tej paletce mogą być zawodem, ponieważ idą one w stronę delikatnej satyny, mi to nie przeszkadza, ale wiem że wielu osobom mogą one nie przypaść do gustu. Dla mnie "bólem" tej palety jest cień z drugiego rzędu o nazwie "Strong" jest to bardzo głęboki brąz podbity śliwkowym odcieniem z drobinkami, nie jest on brzydki ale totalnie bezużyteczny, gdyby na jego miejscu wsadzona byłaby czerń to paleta New-Trals vs Neutrals byłaby tą jedyną, przy wyjeździe na bezludną wyspę :) Pozytywnie jestem zaskoczona cieniami perłowymi, nie są one tandetne, nie sypią się, przepięknie wyglądają, mają podobną konsystencję do tych sleekowych pereł, ale zdecydowanie lepsze wykończenie!




Zapytacie pewnie jak wygląda utrzymywanie się tych cieni, u mnie bez bazy ani rusz, bo znam swoje powieki bardzo dobrze i nawet najdroższe cienie znikną w ciągu 20 minut :P na bazie (paint pot, UD czy korektor) trzymają się cały dzień bez rolowania, ścierania czy blaknięcia. 

Podsumowując paleta za 35zł rozwaliła system w moim przypadku tak bardzo, że na pewno do MUR będę powracała, wiem że z ich oferty dobrymi paletami są czekoladki, na które skuszę się przy następnych zakupach! 

sobota, 8 października 2016

** Makijaż Cut Crease z paletką Makeup Revolution New-Trals vs Neutrals **

Witajcie po kilkudniowej przerwie :) Dzisiaj wracam z makijażem cut crease, przyznam szczerze, że to totalnie moja pierwsza próba tego makijażu, jakoś nie wiem czemu częściej nie wykonywałam tego typu makijażu, ale póki mogę to trzeba nadrobić zaległości :D W ruch poszła paletka od Makeup Revolution New-Trals vs Neutrals, jak łatwo zgadnąć skupiłam się głównie na odcieniach cieplejszych w różowo - czerwonych tonacjach :) Kolejny makijaż machnę tymi z dołu :P


Twarz: Maybelline Fit Me Matter Poreless w odcieniu 105, korektor Clinique All About Eyes + L'Oreal Lumi Magique, Laura Mercier puder Secret Brightening, Bourjois puder sypki, róż Zoeva Shy Beauty, Catrice Prime and Fine duo konturujące, rozświetlacz Wibo, Maybelline Fit Me 200s bronzer

Brwi: Anastasia Beverly Hills pomada w odcieniu Medium Brown

Oczy: MUR New-Trals vs Neutrals cienie: Cool, Bias, Personal, Vogue, New-Tral, Tone, Custom, Urban Decay cień Crave, L'Oreal eyeliner żelowy, Maybelline Lash Sensational maskara, Max Factor Glaze cielista kredka

Usta: konturówka Inglot Soft Precision nr 65 + konturówka Maybelline 547 Pleasure Red







Jak Wam się podoba? Lubicie tak typ makijażu? Bo ja właśnie bardzo polubiłam! :) 


wtorek, 4 października 2016

** Kilka nowości kosmetycznych **

Dawno takiego posta u mnie na blogu nie było, a troszkę mi się kosmetyków uzbierało, dodatkowo panuje obecnie szał ciał w drogeriach, więc możliwe że niektóre produkty dostępne stacjonarnie sobie podpatrzycie :) Niektóre z kosmetyków już zdążyłam poużywać, inne nadal czekają. Zapraszam poniżej!




Pierre Rene Skin Balance - odcień nr 20, kupiłam go bardziej z ciekawości pod wpływem dosłownie skrajnych opinii blogerek oraz vlogerek niż z rzeczywistej potrzeby posiadania kolejnego podkładu. Nie miał u mnie jeszcze szansy na swój debiut, ale na pewno podzielę się na blogu opinią o nim.

Maybelline Fit Me Matte Poreless - podkład niedostępny w Polsce, ja swój kupiłam w Niemczech, ale ta seria jest również dostępna w UK. Jest to jeden z bardziej popularnych podkładów na anglojęzycznym YT, zbiera mnóstwo pozytywnych opinii, sama nie używałam go na tyle jeszcze aby mieć wyrobione zdanie, ale mogę zdradzić tyle, że Maybelline robi wielki błąd nie wprowadzając do polskich szaf tak przyjemnych kosmetyków.

Bourjois Air Mat - kolejny podkład z bardzo mieszanymi recenzjami, coś w stylu albo się go kocha, albo nienawidzi. Recenzja już wkrótce!

Puder Maybelline Fit Me - czyli dokupiony do podkładu puder, tyłka mi nie urwał, dobrze spisuje się jako puder wykańczający makijaż, natomiast w ciągu dnia do poprawek jest średni. Wykończę go, ale na pewno więcej nie powrócę do niego.

Collection Lasting Perfection - korektor, który jest chyba najsłynniejszym drogeryjnym korektorem w Europie. Najjaśniejsze kolory wiecznie wyprzedane, nachodziłam się za nim trochę zanim dorwałam go w jednym z mniejszych Bootsów i jestem nim naprawdę rozczarowana. Miał kryć - nie kryje, miał zastygać - nie zastyga, miał się nie zbierać ani nie podkreślać zmarszczek których nie mam - podkreśla wszystko co najgorsze, a kiedy założę na nos okulary to korektor mam na oprawkach. Nie, nie i jeszcze raz nie. Dam mu szansę jako baza pod cienie, a jeśli nie to powędruje do mojej siostry, bo zdecydowanie mam o wiele lepsze korektory w swoich zbiorach.


Liz Earle Radiant Glow Bronzer - cudowny puder brązujący, idealny do ocieplania bo do samego konturowania jest za ciepły, dodatkowo ma w sobie drobinki których nie widać na twarzy, a które pięknie rozświetlają twarz (nie, to nie jest tandetny, napakowany brokatem glow). Ogólnie mieszkankom wysp polecam się zapoznać bliżej z tą marką! Osobiście przepadłam, po tym jak siostra mojego faceta mi ją przedstawiła, kosmetyki są rewelacyjnej jakości, na mojej chciejliście już mam parę innych pozycji od Liz :) 

Bell Hypoallergenic Illuminating Blush 03 - gdybym miała opisać jednym słowem - WOW. Taki mój powrót do dawnych lat, kiedy byłam dzieckiem, a moja mama często używała szminek właśnie z Bell, aż miło patrzeć jak po tylu latach firmach rozwinęła skrzydła. Nie chcę dużo zdradzać o tym różu, bo planuję osobny post na temat tanich marek kosmetycznych, które mamy dosłownie pod nosem :)

Wibo Duo Color nr 1 - kolejny produkt kupiony pod wpływem YT, w rossmannie był dostępny nr 2 z różem i trio, swój znalazłam na internecie i bez wahania zamówiłam :) Bardzo ciekawy produkt z naprawdę przyjemnym pudrem do konturowania! Połówka rozświetlająca, nie nadaje się do rozświetlania ale po zmieszaniu z matową połową można uzyskać ładny odcień do ocieplania twarzy. Obecnie mocno testuję :)

Catrice Prime and Fine - paleta do konturowania, ja mam tą jaśniejszą wersję z chłodniejszym pudrem konturującym. Jakoś wielkiego wrażenia na mnie nie zrobiła, myślę że lepiej się sprawdzi u dziewczyn, które dopiero zaczynają przygodę z makijażem oraz konturowaniem, puder konturujący jest delikatny - nie da się nim zrobić krzywdy, rozświetlacz jest bardzo przeciętny ale jeśli ktoś lubi bardzo "dyskretne" rozświetlenie to będzie zadowolony.


Golden Rose Velvet Matte nr 14 - kolejna już w mojej kolekcji szminka od GR, piękny odcień ciemnego różu z domieszką brązu, idealny jesienny kolor, ale niestety mam wrażenie że Golden Rose coś mieszało w formule :( szminka nie jest tak trwała, ani tak matowa jak te które kupowałam wcześniej (w opakowaniu bez czarnego loga GR na zakrętce). Zjada się oraz spija z ust w mgnieniu oka. Wielki minus, ponieważ były to jedne z moich ulubionych tanich szminek :(


Lovely False Lashes Mascara - tusz kupiłąm pod wpływem dość pozytywnych opinii na jego temat, dodatkowo cena ok 10zł również zrobiła swoje, bo nawet jeśli na dłuższą metę mi się nie sprawdzi to nie będę płakała :P użyłam go kilka razy i jego największym plusem jest świetna szczotka oraz to, że jest intensywnie czarny! Nie obsypał mi się ani nie odbijał na górnej bądź dolnej powiece. Obecnie czekam, aż troszkę zgęstnieje bo jest dla mnie za rzadki.

Max Factor 2000 Calorie - Ci z Was, co mnie obserwują dłużej, zapewne wiedzą że to moja najlepsza z najlepszych wśród najlepszych maskara :) Jest to opakowanie nr XX, używam jej stale od ok 5 lat i mimo że "zdradzam" ją z różnymi tuszami to zawsze muszę ją mieć w razie "w" inaczej odczuwam niepokój :P Pogrubia, wydłuża, podkręca, mój osobisty hit hitów.


Makeup Revolution Neutrlas vs New-Trals - jestem chyba najbardziej opóźnioną jeżeli chodzi o tą markę :D W sieci na jej temat wrze już dobre kilka lat, a ja dopiero teraz skusiłam się na pierwszą paletę. Kolorystyka tej palety jest piękna, cienie są naprawdę przyzwoicie napigmentowane a i samo opakowanie również na ogromny plus. Nie bawiłam się jeszcze tymi cieniami, również czekają na swoje 5 minut, ale moje pierwsze wrażenie jest jak najbardziej pozytywne.

A Wy znacie te kosmetyki lub je posiadacie? :) 

niedziela, 2 października 2016

* [Ciąża] PUPPP, czyli swędząca pokrzywka ciężarnych i o tym jak pozbyłam się jej naturalnymi sposobami *

Rzadko kiedy na blogu dzielę się z Wami swoim trochę bardziej prywatnym życiem i tym co u mnie się dzieje, jednak pomysł na ten wpis podrzuciła mi mama a i sama szukając wówczas sposobów na pozbycie się tego ustrojstwa, znalazłam zaledwie parę wskazówek na polskich stronach internetowych. Najwięcej natomiast dokopałam się na zagranicznych forach, gdzie ta przypadłość, a właściwie dermatoza ciążowa jako główny temat pojawia się bardzo często. Nie będzie to również post okraszony wieloma zdjęciami z mojego własnego przebiegu tej "choroby", ponieważ takowych nie robiłam, a sama pokrzywka i wysypka smacznie niestety nie wyglądają.

Przechodząc do tematu, nigdy nie spodziewałam się, że ciąża może przynieść mnóstwo upierdliwych dolegliwości, które potrafią całkowicie popsuć humor i radość z noszenia swojego brzdąca, a zamieniają te wszystkie dni w jedno wielkie odliczanie do końca męczarni :P Obecnie mój tydzień to ciąży w trakcie pisania tego tekstu to 34. Sama dermatoza pojawiła mi się na początku 32 tygodnia. W swojej ciążowej pielęgnacji używałam głównie kosmetyków Palmers i nieszczęsnej oliwki w żelu do pielęgnacji ciała od Johnnsons (o nich później!) oraz mocno nawilżającego balsamu do ciała na przemian z olejem kokosowym nierafinowanym.

Czym jest PUPPP?

Swędzące ogniskowe grudki i pokrzywki ciężarnych = PUPPP (pruritic urticalial papules and plaques of pregnency) (PUP dermatosis, papulae-urticatae-pruritus dermatosis) – dermatoza ciążowa obrazem klinicznym przypominająca rumień wielopostaciowy. Zmiany o charakterze obrzękowych grudek i pokrzywkowych bąbli, a niekiedy również drobniutkich pęcherzyków rozpoczynają się od okolic objętych rozstępami ciążowymi (podbrzusze, uda, sutki) i rozprzestrzeniają się na tułów i kończyny. Twarz, dłonie, stopy i śluzówki pozostają wolne od wykwitów. Zmianom towarzyszy dotkliwy świąd. Początek ma miejsce w III trymestrze ciąży, niekiedy też krótko po porodzie. Częściej dotyczy ciężarnych z ciążą mnogą. Nie stanowi żadnego zagrożenia dla płodu.

Swędzące grudki i ogniska pokrzywkowe w przebiegu ciąży (Pruritic urticarial papules and plaques of pregnancy – PUPPP)
Choroba została po raz pierwszy opisana w 1979 roku przez Lawleya i wsp. Etiologia choroby i częstość jej występowania nie została poznana. Wynika to z faktu, że w przypadku wystąpienia łagodnej formy tego schorzenia, często pozostaje ono nierozpoznane lub traktowane jest jako zmiany polekowe, rumień wielopostaciowy, świerzb lub poronny Pemphigoid gestationis. Coraz częściej podkreśla się, że PUPPP może być jedną z najczęściej występujących chorób w okresie ciąży. PUPPP pojawia się zwykle w trzecim trymestrze ciąży, zwykle u pierwiastek. Zmiany skórne są wielopostaciowe. Początkowo są to bardzo swędzące grudki obrzękowe i wykwity pokrzywkowe. Swędząca osutka jest charakterystycznym objawem wyróżniającym tę chorobę z grona pozostałych dermatoz ciążowych . Grudki mają średnicę 1-2 mm, mogą być otoczone jasnymi obwódkami, blednącymi pod wpływem ucisku. Rzadko pojawiają się wielokształtne bąble pokrzywkowe, małe pęcherzyki i nadżerki, a w przypadku rozszerzenia się zmian skórnych, toksyczne rumienie. Zmiany o charakterze pęcherzy nie występują . W 80% przypadków wysiew zmian rozpoczyna się w miejscu występowania rozstępów na skórze podbrzusza oszczędzając okolicę okołopępkową, po czym wykwity rozprzestrzeniają się zajmując uda, pośladki i ramiona. Osutka ustępuje bezpośrednio lub kilka tygodni po porodzie. Powikłań nie stwierdza się. W kolejnych ciążach rzadko występują nawroty choroby . Dermatoza nie stanowi zagrożenia dla matki i dziecka . Nie wykazano związku tej choroby ze stanem przedrzucawkowym, atopią, chorobami autoimmunologicznymi oraz opryszczką ciężarnych. Wyniki badań dodatkowych są w PUPPP prawidłowe.
Leczenie jest objawowe i ogranicza się do zewnętrznego stosowania kortykosterydów. W cięższych stanach zachodzi konieczność doustnego podawania kortykosterydów (prednizon w dawce 20-40 mg/dobę). Zastosowanie małych dawek prednizolonu przez krótki okres jest zarówno skuteczne jak i bezpieczne . Leki przeciwhistaminowe i emolienty są mniej efektywne niż zewnętrzne i ogólnie zastosowane kortykosterydy.



(źródło: zdrowie-kobiety.pl)

Czyli to co mi się samej udało znaleźć kiedy wstukałam w google swoje objawy. Jak się u mnie zaczęło? Bardzo niewinnie, czyli od świądu wkoło pępka, który zaczął rozprzestrzeniać się na coraz to większą powierzchnię brzucha. Nadmienię jeszcze, że jak na ten tydzień ciąży mój brzuch jest niewielki i jak na razie to w ciąż nie wiem czym są ciążowe rozstępy. Swędzenie było naprawdę nie do zniesienia i chwilową ulgę przyniosło mi nałożenie bardzo grubej warstwy wcześniej wspomnianej oliwki w żelu, niestety kolejnego dnia rano kiedy spojrzałam na swój brzuch było już tylko coraz gorzej, ponieważ pojawiło się zaczerwienienie oraz paskudna wysypka przypominająca różyczkę, niewiele czekając zadzwoniłam do ginekologa prowadzącego, powiedziałam mu jaka jest sytuacja i zalecił dermatolog, lekarz rodzinny bądź kupno w aptece maści Laticort na bazie hydrokortyzony której działanie jest szeroko opisane jako lek wspomagający łagodzenie objawów m.in alergii skórnych. Fakt po tej maści świąd ustępował na 2-3h, niestety ani nie pomógł zwalczyć paskudnej wysypki, która była gorsza z dnia na dzień ani nie zatrzymywał jej rozprzestrzeniania się. Jednym z najgorszych moich błędów było zwyczajnie drapanie się. Co robiłam dalej? Początkowo odstawiłam na kilka dni cytrusy, następnie czekoladę i słodycze a w dalszej kolejności mleko i ogólnie nabiał, efekty były zerowe, a w tym samym czasie wysypko-placki zaczęły obejmować mi ręce, przedramiona, ramiona oraz dekolt. Zaczęłam pić wapno, które odrobinę również hamowało świąd i odstawiłam całą pielęgnację ciała, czyli został mi sam olejek do ciała pod prysznic a do nawilżania tylko i wyłącznie olej kokosowy, którym smarowałam się i nadal to robię do dnia dzisiejszego (w tym przypadku pamiętajcie, zero gorącej wody w czasie pryszniców czy kąpieli i im bardziej nawilżona skóra tym lepiej!). 

W międzyczasie szukania pomocy u lekarza rodzinnego, od którego dostałam skierowanie na próby wątrobowe (aby wykluczyć bądź potwierdzić cholestazę), a które wyszły bardzo dobrze, placki a w zasadzie rumień pojawił się na uszach i powoli przechodził na twarz. Rozwiązanie "problemu" znalazłam na zagranicznym forum, gdzie kobiety opisywały swoją nieudaną walkę z PUPPP za pomocą leków, a zaczęły własne domowe kuracje. Co udało mi się znaleźć i co sama stosuję?:


  • Pine Soap Tar - czyli nic innego jak naturalne mydło sosnowe, które ma właściwości kojące i nawilżające. Nadaje się do skóry alergicznej, wrażliwej, z problemami dermatologicznymi. Ja swoją kostkę, która najbardziej mi odpowiadała znalazłam tutaj i po pierwszym użyciu odczułam ulgę w postaci złagodzenia zmian, zwłaszcza tych które najbardziej mnie swędziały. Dzisiaj po ok 8 dniach używania mydełka z czystym sumieniem mogę napisać, że ono faktycznie działa. Moja skóra na chwilę obecną jest czysta od czerwonych placków, zdecydowanie bardziej nawilżona i przyjemnie ukojona. To mydełko wydaje się być bardzo wydajne, a więc pod prysznicem będę używała go tak długo aż się nie wykończy.
  • Puder / zasypka dziecięca - ja używałam pudru alantan, zwłaszcza na noc na całe ręce, dekolt oraz policzki gdzie pojawił mi się rumień. Rewelacyjnie niwelował uciążliwe swędzenie, które utrudniało mi spanie.
  • Ocet jabłkowy - zapewne na Waszej twarzy zagości wyraz typu "wtf" ale tak, również kobity polecały i z czystej ciekawości nasączyłam wacik octem i użyłam go w każdym miejscu gdzie mnie skóra swędziała. Świąd znikał jak ręką odjął, a i same zmiany bledły. Stosowałam ocet przez ok 5 dni, dwa razy dziennie. Nakładałam go na jakieś 20-30 minut, następnie szłam pod prysznic, ponieważ po dłuższym czasie przesuszał skórę i odczuwałam niemiłe ściągnięcie.
  • Olej kokosowy - jedyny słuszny produkt do nawilżania skóry, no może obok oliwki Hipp którą również polecam. Jak wspomniałam już wcześniej, im bardziej nawilżona czy nawet i natłuszczona skóra tym lepiej, ja sama smaruję się 2-3 razy dziennie a w miejscach, w których miałam rumień skóra jest ekstremalnie przesuszona, dlatego na poszczególne partie ciała olej nakładam do 5 razy dziennie. Pięknie nawilża,a dodatkowo przyspiesza regenerację skóry.
  • Probiotyki, wapno, świeżo wyciskane soki z cytrusów, owoców i warzyw - o wapnie wspominałam wcześniej, probiotyki na forum polecały ze względu na to, że często od PUPPP u dzieci pojawia się alergia na pokarm, składniki kosmetyków i itp. Dlatego do końca już ciąży warto łykać kapsułki lub jeść jogurty naturalne i pić kefiry. Świeże soki wyciskam codziennie od długiego czasu, ponieważ jest to największa i najbardziej naturalna forma witamin. Z tego co wyczytałam również na forum to właśnie zawarta w nich witamina C pomaga w dużej mierze oczyszczać organizm i "uwalniać" go od w moim przypadku pokrzywki ciążowej. Nie polecam za to soków kupnych. 
Skuteczne w walce z tym rodzajem pokrzywki podobno są kąpiele owsiane, ja niestety z racji braku wanny nie próbowałam, zaopatrzyłam się jednak w mydełko owsiane które ma właściwości peelingujące oraz posiada witaminy i mocno nawilża skórę. Nie wiem czy działa identycznie jak kąpiel, ale działa, skóra jest miło oczyszczona z martwego naskórka i odżywiona. Zakupiłam jeszcze nagietkowe, jednak póki co nie używałam go. Na forum była polecana do stosowania sól morska, lub mydło z solą morską, jednak przy bardzo wrażliwej skórze i tym bardziej przy tej pokrzywce, mogłoby ono bardziej tą skórę podrażnić niż rzeczywiście pomóc, więc odpuściłam. 

Wiem, że mój wpis jest dość długi i zapewne chaotyczny, jednak starałam się przekazać jak najwięcej informacji, których sama szukałam na polskiej stronie internetów, a które znalazłam na zagranicznych forach. Jak widać, niektóre dolegliwości można wyleczyć samemu, bez zbędnego wydawania pieniędzy na leki oraz lekarzy, jednak w przypadku ciąży jest kilka różnych odmian chorób skórnych (które uaktywniają się tylko i wyłącznie w przypadku ciąży!) i lepiej być w kontakcie ze swoim ginekologiem, bo może faktycznie jednak leki okażą się lepsze niż domowe kombinowanie. Cała kuracja zajęła trochę ponad tydzień czasu, sporadycznie zdarza mi się, że skóra swędzi, jednak nie pojawiają się już na niej rumienie, staram się nie przegrzewać ciała i ciągle nawilżam skórę. Jak na razie to pomaga i mam nadzieję, że po porodzie wszystko ustąpi, a dziecko nie będzie alergikiem. 

Nie życzę nikomu pokrzywki ciążowej, ale jeżeli u którejś z obecnych lub przyszłych brzuchatek coś takiego wystąpi to mam nadzieję, że mój wpis w chociaż niewielkim stopniu pomoże. Na wszelkie pytania odpowiem w komentarzach lub zawsze można naskrobać do mnie e-mail. Odpowiem na 100%, bo wiem jak bardzo jest to upierdliwe! 

środa, 21 września 2016

** L'Oreal Paris, Infallible 24h Matte Foundation - Recenzja **

Wielkimi krokami zbilżają się słynne już, rossmannowskie promocje -49% na całą kolorówkę. Z tej okazji pomyślałam, że dobrze byłoby napisać co nieco z własnej perspektywy o podkładzie który zaskoczył mnie i to w dość pozytywnym znaczeniu.

Moją największą uwagę przyciągnął podkład Infallible 24h w wersji matującej, przyznam robiłam do niego podchody przez kilka tygodni. Czytałam różne recenzje, w drogerii za każdym razem go oglądałam i biłam się sama ze sobą "warto czy nie?". W końcu go kupiłam, najlepsze że jak na drogeryjną sknerę (średnio przepadam za drogeryjnymi podkładami, rzadko się u mnie sprawdzają chociaż mam swoje ulubione, żeby nie było :P) zapłaciłam pełną cenę 59,99zł :D więc wow.

Ale okej zacznijmy od tego co pisze o nim sam producent:
Podkład zero kompromisów, 24h trwałości, 24h matu. Błyszczenie pod kontrolą przez 24h.
- Formułą z perlitem minimalizuje nadmiar sebum
- Lekka konsystencja podkładu dla naturalnego i świeżego wyglądu
- Formuła wzbogacona w polimery daje matowe wykończenie przez 24h

źr. www.lorealparis.pl



Niech wstanie ten, kto nosi makijaż przez pełną dobę :) Oczywiście nie mówię tu o specjalnych okazjach, bo takie też się zdarzają. Co osobiście  w tym podkładzie lubię najbardziej to tubka w jakiej jest schowany, łatwą aplikację zapewnia dziubek, który rewelacyjnie dozuje odpowiednią ilość podkładu a i nawet jak chcemy odrobinę więcej, to można być pewnym że nie przedobrzymy. SAm podkład występuje u nas w 5 odcieniach, natomiast w drogeriach internetowych można spotkać również kolor nr 10 Porcelain, który podobno jest bardzo jasny, ja sama posiadam nr 11 Vanilla który do najjaśniejszych niestety nie należy i jeżeli jesteś bledsza niż ja, a Revlon Colorstay 150 bądź podkłady MAC w odcieniach NC15 są dla Ciebie za ciemny to zdecydowanie odradzam, bo maska murowana. Odcień sam w sobie nie jest zły tuż po nałożeniu bo wydaje się być ładnym, jednakże z domieszką chłodnych tonów beżem, po zastygnięciu delikatnie oksyduje i wychodzą z niego różowe tony, jednak kiedy nakładam go na twarz rzeczywiście odcina się po chwili, ALE po kilku kolejnych minutach dość dobrze wtapia się w koloryt skóry i wygląda naprawdę świetnie! 




Sam w sobie po nałożeniu ma raczej wykończenie satynowe, niż typowo matowe jakie znam z typowo matujących podkładów, w przypadku mojej tłustej cery nie obejdzie się bez dodatkowego utrwalenia pudrem. Krycie? Jak dla mnie idealne, nie za ciężkie, nie za lekkie, ukrywa *drobne zmiany skórne na tyle dobrze, że nie odczuwam potrzeby użycia korektora (myślę, że w przypadku większych niedoskonałości i trądziku korektor będzie niezbędny). Sam mat (podkład + puder wykańczający) trzyma się u mnie ok 6 godzin, później zaczynam się delikatnie błyszczeć w strefie T, ale jest to błysk do przejścia, ten najgorszy następuje po kolejnych 3-4 godzinach, a więc naprawdę wielkie wow dla L'Oreala! 

Co jest również ważne dla mnie podkład jest lekki, nie czuć go na twarzy, nie obciąża skóry w żaden sposób. Nie zapycha, nie podkreśla włosków na twarzy, nie włazi w pory ani ich nie podkreśla, powiedziałabym że pięknie wygładza skórę jak po użyciu mojej ulubionej bazy POREfessional z Benefit, nie ściera się, nie zostawia brzydkich smug na telefonie / ubraniach. Sama jestem zaskoczona, że tak naprawdę nie mam się do czego przyczepić, używam tego podkładu z przyjemnością od ponad 2 miesięcy i chociaż kocham testować co rusz coś nowego, całkiem możliwe jest że po wykończeniu tubki wrócę po niego, bo myślę że warto mieć dobry i matujący podkład pod ręką, który nie robi krzywdy na twarzy :) 

Na koniec cena, w regularnej cenie drogeryjnej 59,99zł, na -49% wychodzi o ile dobrze pamiętam 30-parę złotych, ale w drogeriach internetowych można go znaleźć już od 25zł w górę, więc jeżeli masz ochotę go przetestować polecam polować w internecie bądź na promocjach w sklepach.

A może już jesteś posiadaczką tego podkładu? A może planujesz zakup? Podziel się poniżej :) 

sobota, 17 września 2016

**W końcu jesiennie, czyli ciepłe barwy na oczach z niecodzienną kreską **


Hejoo, witam się z Wami dość jesiennie, za oknem szaruga, deszcz oraz chłodek na który nie mogłam się doczekać. Nareszcie z szaf można wyjąć ciepłe swetry, trochę bardziej odpowiednie na tę porę roku buty, a picie gorącej herbaty czy kawy nie będzie aż tak męczącym doświadczeniem. Na oczy znów można wrzucić ciepłe barwy, brązy, zgaszone odcienie pomarańczy, burgundowe piękności, przydymione róże, fiolety, złociste kolory czy połyskujące, iskrzące a nawet brokatowe perełki. Ja zdecydowanie mówię "Żegnaj lato i mam nadzieję, że prędko nie wrócisz" :)

Co do dzisiejszego makijażu, wykonałam go nowościami które pokazywałam w jednym poprzednich postów. A więc:


Twarz: L'Oreal Infallible 24H Matte w kolorze 11 Vanilla (niedługo recenzja), Clinique All About Eyes Concelear 01 + L'Oreal Lumi Magique 01, Laura Mercier puder Secret Brightening do utrwalenia korektora, Kiko puder Color Correction, Kiko "LE Generation Next" bronzer w odcieniu Beyond Sienna, Kiko "LE Modern Tribes" róż Tribal Soul 02, Inglot Sparkling Dust 01

Brwi: Pomady Anastasia Beverly Hills w odcieniach Blonde + Medium Brown, Kiko Eyebrow Fiber Mascara w odcieniu 01 Blonde

Oczy: Cienie Inglot 313 (całą powieka + łuk brwiowy), 108R (załamanie powieki i zewnętrzny kącik), 102R (zewnętrzny kącik i linia rzęs), 157 (wewnętrzny kącik dolnej powieki) i 142 (powieka ruchoma), Maybelline Color Tattoo w odcieniu Pink Gold (jako baza pod cień nr 142), Pigment nr 86 + Duraline (tutaj w roli kreski), Urban Decay Glode On Pencil w kolorze Glitter Rock (linia wodna), Wibo tusz do rzęs Volume Extreme 

Usta: Sephora nano Lip Pencil w kolorze 09 Pleasant Plum + Kiko "LE Generation Next" Frosted Look Lipstick 06








Czy Wy również pod koniec lata macie już go serdeczenie dosyć i wyczekujecie jesieni? :) 
Do następnego! 

czwartek, 8 września 2016

Makijaż :)

Hej :)

Wciąż jeszcze czekam na ładowarkę do baterii z aparatu, ale w międzyczasie robiąc porządki na dysku znalazłam makijaż, którego nie zdążyłam jeszcze opublikować na blogu. Jest to makijaż w odcieniach złota z połyskującym brokatowym pyłkiem oraz zieloną dolną powieką, trochę się do niego niestety nie przyłożyłam, ze względu na ograniczoną ilość czasu tuż przed pracą jaką miałam, ale myślę że efekt końcowy nie jest najgorszy.

Pełnej listy użytych kosmetyków tym razem nie będzie, ponieważ zwyczajnie nie pamiętam :( Wybaczcie.









Miłego dnia wszystkim! :) 

środa, 7 września 2016

Chwilowy powrót + kilka nowości z Inglota

Wow, czuję się jak świeżynka zaczynająca swoją przygodę z blogowaniem. Nie pisałam od 9 miesięcy i przyznam, że mi dziwnie, w ciągu tych długich miesięcy rzeczywiście rozważałam całkowite zawieszenie bloga bądź jego usunięcie...., ale zdecydowałam że niech zostanie i może za jakiś czas ponownie tu wpadnę :)
I jestem, chociaż na pewno nie na dłuższy czas, bo wiem że niedługo przyjdzie dosyć intensywny okres w moim życiu i zniknę, dopóki nie będę w stanie "ogarniać" :)


Przechodząc do nowości oczywiście swoje kroki, a raczej palce i myszę skierowałam ku sklepowi Inglota (tak robię zakupy przez internet, bo przynajmniej wiem że coś jest na miejscu i nie muszę biegać po mieście z wywieszonym jęzorem :P). Jesień powoli czuć w powietrzu, a i mnie ogarnia jesienny nastrój na ciemniejsze, cieplejsze, miedziane odcienie, które jak większość z nas wie idealnie wpasowują się w zmieniającą się pogodę.


313 - jasny cielisty beż, akurat ten cień już miałam w swoim posiadaniu 
142 - nowość, delikatny jasny cielisty cień o wykończeniu AMC Shine, opalizujący na złoto-różow
157 - nowość, piękny pomarańczowo miedziany odcień (ten cień pochodzi z jesiennej kolekcji Inglot 2014)
108R - nowość, pomarańczka w trzech odcieniach o matowym wykończeniu, cudowna pigmentacja
102R - nowość, ta sama rodzina co poprzedni cień, piękne odcienie mlecznego ciepłego brązu

Jako fanka mocnego rozświetlenia na twarzy i ogólnie jako fanatyczka rozświetlaczy, w końcu skusiłam się na przepiękny puder intensywnie rozświetlający Sparkling Dust w odcieniu 01, żałuję strasznie że bateria w aparacie mi padła a na nową ładowarkę wciąż czekam, bo efekt jest totalnie nie z tej ziemi, to jaki efekt puder daje... dosłownie kapcie spadają z nóg, nie wiem dlaczego nie kupiłam go o wiele wcześniej. Zdjęcia z jego udziałem pojawią się w kolejnym poście, jak tylko będzie mi dane naładować baterię w mojej listrzance!!! 

I na koniec moja prawdziwa perełka, kocham pigmenty Inglota i nie ukrywam, że mam już ich całkiem sporo. Swoją ceną, jakością i wyborem najróżniejszych kolorów oraz wykończeń mam wrażenie, że biją niejedną markę dostępną w Polsce jak i za granicą. Uwielbiam to jak się trzymają, co można z nich robić, a już w połączeniu z duraline jest po prostu moc przy której ciężko przejść obojętnie. Nowym skarbem w rodzinie jest pigment o numerze 86, jest to kolor z tych popularniejszych, bo często gęsto w salonach lub wysepkach jest zwyczajnie wyprzedany. Burgundowy odcień, połyskujący delikatnie na złoto, różowo, brązowo, czerwono i ciężko określić co jeszcze, odcień jest tak przepiękny że po otrzymaniu przesyłki siedziałam z nim na ręku i podziwiałam w każdym możliwym świetle :P



Chyba nigdy nie miałam cięższego zadania, niż w miarę dobre uchwycenie pigmentu na zdjęciu :)

I tak dotarłam do końca dzisiejszego postu, wkrótce więcej i makijaże oraz inne kosmetyki, które wpadły mi w łapki przez ostatni czas. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tutaj zagląda, a przy okazji napiszcie co lubicie i czy w ogóle lubicie Inglota :) 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Labels

ABH Alverde Anastasia Beverly Hills Archie's Girls ArtDeco Astor Astor Perfect Stay Avon Avon Planet Spa Balea Balea balsamy Balea Bodybutter BB Krem bebe Bell Benefit BH Cosmetics Błyszczyki Bourjois Bourjois 123 Perfect Bronzer Brwi Bubchen Bubel Catrice Catrice Colibri Catrice Cucuba Catrice Hollywood's Fabulous 40ties Catrice spectaculART Catrice Une Deux Trois Chanel cienie Clarins Collection Color Tattoo Cut Crease Czerwone Brwi czerwone usta Dior DM Essence Essence Class of 2013 Essence Fantasia Essence Home Sweet Home Estee Lauder Eveline Eveline Cosmetics Eyeliner Face Chart FOTD Garnier Garnier BB Krem Garnier Hydra Adapt Giorgio Armani Golden Rose Hakuro Holika Holika Inglot Inglot Noble Joko Kiko Kobo kocie oko Kosmetyki Kreski L'Oreal La Roche Posay Laura Mercier Liz Earle LORAC Lovely MAC MAC Mineralize Skinfinish MAC Temperature Rising Maestro MakeUp Geek Makeup Revolution Makijaż makijaż kolorowy makijaż na dzień Makijaż w brązach Manhattan Max Factor Maybelline Maybelline Fit Me Mazidełka do ust MeMeMe Miss Sporty Mixed Metals MUR nowości NYX Olejek Sesa P2 P2 Nail Polish Sand Style palety Pielęgnacja skóry wokół oczu Pielęgnacja ust Pierre Rene pigment podkład Recenzja Revlon Rimmel Rival de Loop Rozdanie Róż Sephora Shiseido Sleek Sleek Au Naturel Sleek Lipstick Palette Sleek Monaco Sleek Respect Sleek Siren Sleek Sunset Smarowidła do ciała smoky eye Step by Step Stripped Nude swatche Szminka szminki TAG The Body Shop Ulubieńcy Ulubieńcy miesiąca Urban Decay Vichy Dermablend Wibo wieczorowy makijaż wkłady Yves Rocher Zakupy Zoeva