środa, 19 września 2012

Zakupy Kiko oraz Catrice Hollywood's Fabulous 40ties

A więc dzisiaj zakupy, nie będę się rozpisywała tylko od razu przejdę do rzeczy.





Na pierwszy rzut Kiko Water Eyeshadow, zakochałam się w nich od razu, duży wybór kolorów mnie zahipnotyzował i po dłuższym zastanowieniu wybrałam na dzień dobry dwa odcienie (brąz 206 i złoto 208) po pierwszy testowaniach jestem nimi oczarowana, ich intensywność i długość utrzymywania się na powiece jest bezbłędna. Każdy cień 8,90 euro a do tego wybrałam eyeliner brokatowy 01 który był na wyprzedaży za 3,90 euro. Na zdjęciach słabo widoczny, jednak normalnie dość dobrze go widać.


I przechodzimy do limitki Catrice, jedna z limitek na którą myślałam że już się nie doczekam :p
Oczywiście czwóreczka z fioletem musiała być moja, pigmentacja dobra jak w większości przypadków Catrice. C02 Hollywood Boulevard 4,45 euro.



Róż na który absolutnie nie byłam skuszona, po pierwszym zmacaniu testera - zakochałam się. Idealny kolor, kolarowy, myślę że będzie pasował i chłodniejszemu typowi jak i cieplejszemu. Jest naprawdę śliczny. Multi Color Blush C01 Gone with the wind 3,95 euro.




I na koniec szmineczka oraz kredka eyebrow lifter na którą chyba większość czeka :P Kolor szminki to Marlene's Favourite. Szminka 3,95 euro i kredka 2,95 euro.




Limitka na pewno pojawi się w PL, teraz bodajże króluje Cucuba, więc chyba za miesiąc będziecie się także cieszyły tą :D Czujecie się na coś skuszone?

sobota, 15 września 2012

Przegląd podkładowy

Dzisiaj lekki i szybki post o moich aż czterech podkładach, o których myślę że warto skrobnąć parę słów. Pamiętam, jeszcze kilka lat temu podkładów miałam całe mnóstwo, które i tak porozdawałam, pozużywałam lub wyrzuciłam do kosza bo się przeterminowały. Teraz preferuję mniejszą ilość ale wiem że jestem w stanie je zmęczyć.

I tak na pierwszy ogień idzie Astor Perfect Stay 24h



Co mówi nam producent?
Zapewnia perfekcyjny wygląd przez cały dzień. Aż 5 pięć lat badań oraz 5 pięć różnych patentów stoi za zaawansowaną technologicznie formułą nowego podkładu Perfect Stay 24H Multi - Action Matrix zapewniającą trwałość makijażu. Podkład dzięki formule nowej generacji jest niezwykle trwały.
Gwarantuje idealnie matową cerę, bez konieczności poprawiania makijażu w ciągu dnia. Skóra pozostaje nawilżona i rozświetlona przez cały dzień. Podkład ma beztłuszczową formułę, lekką konsystencję i przyjemny zapach. Posiada filtr SPF 18.
Formuła podkładu zawiera opatentowane składniki m.in. polimery tworzące na skórze delikatny film, cząstki na bazie glinki naturalnej oraz żel krzemionkowy. Uzupełniona jest witaminami oraz minerałami.
Perfect Stay jest dostępny w czterech odcieniach.


Bazując na swoich odczuciach wobec tego podkładu to na pewno największym minusem jest wybór kolorów, mi się udało trafić na swój czyli najjaśniejszy 100, który bardzo dobrze wtapia się w moją skórę i nie tworzy efektu maski. Trzyma się praktycznie cały dzień (utrwalony pudrem fixującym), niestety nie za bardzo zgodzę się z tym że podkład ma beztłuszczową formułę, ponieważ jest strasznie gęsty a zarazem oleisty, pozostawia na skórze uczucie lepkości a twarz mocno się świeci, wręcz nieestetycznie - raczej nie o to chodzi w rozświetleniu. Jest jednak na tyle treściwy że na okres jesienno/zimowy powinien się lepiej sprawdzić niż w gorące dni. Jego mocną stroną jest szklany pojemnik i pompka. 30ml / 11,95 euro.

BB Garnier Krem - o tym nie będę się rozpowiadała, więcej informacji znajdziecie w TYM poście.

Bourjois 123 Perfect Foundation



Co mówi nam producent?
Pierwszy podkład który posiada trzy pigmenty korygujące cerę. Pożegnaj się z ziemistą cerą i zaczerwienieniami.
1. Żółte pigmenty - redukują cienie pod oczami.
2. Fiołkoworóżowe pigmenty - świeża cera bez plamek i piegów.
3. Zielone pigmenty - maskuje popękane naczynka i czerwone ślady po trądziku.
Podkład jest lekko matujący, długotrwale nawilżający oraz posiada SPF 10.


Podkład kupiłam zaraz po tym jak pojawił się w rossmannie, mam go więc bardzo długo i zdanie wyrobione także :p Jestem w odcieniu 52 który idealnie stapia się z kolorytem cery, trzyma się również bardzo długo co poprzednik (maluję się ok 8-9 a zmywam makijaż o 21-22). Daje maksymalnie matowe wykończenie, twarz jest strasznie płaska i w tym przypadku bez konturowania się nie obejdzie, jednak mi to w tym przypadku nie przeszkadza, ładnie wyrównuje koloryt skóry, wszelkie zaczerwienienia znikają, jest na tyle kryjący że nie używam korektora. Czasami podkład potrafi być wredny i pięknie podkreślić suche skórki o których istnienia nie miałam pojęcia, więc warto mieć porządnie speelingowaną i nawilżoną cerę. Jego konsystencja jest bardziej zbita niż w przypadku Astora, jednak nie jest ona w ogóle tłusta. Nie zauważyłam tego żeby zapychał i przyczyniał się do powstawania nowych paskudztw na twarzy. Wydaje mi się że jest to podkład zdecydowanie przeznaczony do cer mieszanych lub nawet bardzo tłustych, ja taką mam i sprawdza się świetnie. Na plus duży wybór kolorów i to samo co wcześniej czyli pompka i szklany pojemniczek. Kupiłam go w promocji za ok 43zł.

MAC Face&Body Foundation



Czyli ogromny podkład na bazie wody przeznaczony do twarzy i ciała, zawierający składniki ochronne i nawilżające. Oj długo chodził za mną F&B aż w końcu go dopadłam i nie zawiodłam się. Jestem w odcieniu N1, a przed nim jest już chyba tylko wersja White. Jest niesamowicie płynnym i lejącym się podkładem, rzadka konsystencja oparta na bazie wody daje fantastyczne wykończenie na twarzy, cera wygląda zdrowo ze zdrowym blaskiem, taki prawdziwy hollywoodzki glow. Jego największym plusem oprócz pojemności bo aż 120 ml jest to, że można nim budować stopień krycia i intensywności na twarzy. Podkład nakładam pędzlem hakuro h52, który jak dla mnie jest stworzony do tego podkładu. Nakładam zawsze dwie warstwy na całą twarz, a następnie w miejscach które wymagają dokładam warstwę lub dwie. Podkład ma to do siebie że w ten sposób nałożony nadal wygląda mega naturalnie (żadnej maski u siebie nie zauważyłam :D) Krycie zależy od zbudowania, jednak mnie satysfakcjonują jedna lub dwie, trzecia w zależności od dnia cery :) Jego trwałość to ok 6-7 godzin na mojej twarzy, na pewno nie zapycha ani nie przyczynia się do innych brzydactw. Cena, za 120ml zapłaciłam 36 euro, co za tak duży i wydajny podkład nie jest moim zdaniem wygórowana.


 Od lewej: Astor, Garnier BB, Boujois, MAC F&B

środa, 12 września 2012

I znowu fioletowe cienie :))

Witajcie, dzisiaj tak z rańca szybki łatwy makijaż do szkoły, pracy, na zakupy gdziekolwiek :P Ja akurat za kilka minut wychodzę na zajęcia i zmalowałam coś takiego, szybkiego, wpasowującego się a jesienną aurę która coraz bardziej napiera.
Na całą powiekę nałożyłam cień 363, pod łuk brwiowy i w wewnętrznym kąciku Shroom. Nad linią rzęs narysowałam czarną kredką Rimmel kreskę i roztarłam kulkowym pędzelkiem od essence. Na roztartą kredką nałożyłam perłowy cień nr 441, na dolną powiekę pięknu śliwkowy odcień w numerze 446 (Inglot), na linii wodnej również kredka czarna z Rimmel a rzęsy wytuszowałam tusze od Yves Rocher lash plumping mascara.
Mam nadzieję że propozycja Wam się spodobała, a już niedługo wstawię makijaż paletką Catrice którą pokazałam w poprzednim poście :)





Pozdrawiam :)

czwartek, 6 września 2012

Kosmetyczne zakupy + dzienniak

Ostatnimi czasy zbyt wiele nie kupowałam, zwłaszcza jeśli chodzi o kosmetyki ;) Większość rzeczy mam, teraz poluję na kilka innych.. ale o tym innym razem :) Co udało mi się kupić?

 Zdjęcie grupowe :D


 Piękny, czekoladowy cień wypiekany z Catrice w kolorze Charly's Chocolate Factory, długo chodziłam za czymś takim w ciepłych tonach i trafiłam na swój ideał, ma piękne drobne złote drobinki i nadaje się na sucho i na mokro. Na zdjęciach zeswatchowałam tylko to jak zachowuje się na sucho, jest bardzo intensywny i znakomicie napigmentowany.


 Czwóreczka z Catrice o nazwie Never Let Me Go, piękne zestawienie kolorów, jednak dwa jaśniejsze kolory kiepsko napigmentowane i są twardawe, dwa ciemniejsze są idealne. Jeszcze nie miałam okazji ich używać bo dzisiaj je kupiłam ale wkrótce pojawi się makijaż z udziałem paletki, świetne kolorki na jesień.


Różo - roświetlacz z limitki Alverde Ethno Quintet, bałam się go trochę kupować bo byłam praktycznie pewna że będzie on w stylu rozświetlacza z sun club z essence, jednak nie, róż daje niewiele koloru na skórze a fajnie ją rozświetla, ja jestem totalnym bladziochem więc widać, na ciemniejszych karnacjach rzeczywiście jako rozświetlacz by się sprawdził. Mam go od około 2 tygodni i używam praktycznie non stop, ładnie pachnie i nawet długo się trzyma, tylko szkoda że to limitka :(


 Kolejny róż który nabyłam z oferty limitowanej P2 spices&herbs, wybrałam odcień juniper berry, który w rzeczywistości jest idealną delikatną brzoskwinką, świetnie ożywia cerę i nadaje zdrowego blasku, kupiłam go mniej więcej w tym samym czasie co poprzedni z Alverde.


 I coś do ust :) Pierwsza pomadka to L'Oreal Caresse w kolorze 401 Rebel Red, skusiłam się na pełnowymiarowe opakowanie po małej próbce z gazety, zachwyciła mnie konsystencja, zapach i to jak trzyma się na ustach. Daje delikatny kolor na ustach ale o dziwo długo a nawet bardzo długo się trzyma, piję, jem a ona mimo delikatnego podkreślenia ust wciąż się trzyma. Ma przyjemny herbaciany zapach i trochę słodkawo smakuje, wybrałam odcień czerwieni z myślą o nadchodzącej porze roku, ponieważ nie lubię mieć kilku balsamów i pomadek w torebce ta jest takim produktem all in one :) W końcu nie muszę się ciapać z balsamami :P Naprawdę polecam je, duży wybór kolorów i na pewno każda znajdzie coś dla siebie. Kupiłam ją za ok 7 euro na promocji w DM.

Kolejnego produktu nie trzeba nikomu przedstawiać, Manhattan Soft Mat Lipcream w kolorze 31S, delikatny beż z nutami brzoskwiniowymi, może nie daje spektakularnego koloru na ustach, ale ładnie je podkreśla, szybko zasycha i trzyma się długie godziny na ustach :) Już mój 3 kolor z tej serii matowych pomadek.

I na koniec makijaż, dzienny, delikatny, o który prosiła mnie moja błękitnooka siostra :D 




:)

środa, 5 września 2012

*Eyes on Fire* - makijaż.

Dzisiaj makijaż, w tonach wieczorowych, lub na dzień jak ktoś lubi (tak lubię to :D) wykonany w całości paletką Sleek Sunset.. Kreska to żelowy eyeliner z essence, na linii wodnej kohl z Catrice. Twarz BB Garnier matujący oraz MAC studio fix powder + foundation, a na ustach miss sporty w odcieniu 053 Watch out!.
Mam nadzieję że propozycja Wam się spodoba :)









Ps. Mam nadzieję że nie macie mi za złe zdjęć z fleszem, po pierwsze światło już mi nie dopisuje jak jeszcze z tydzień temu, a po drugie mój stary wysłużony aparat zdecydowanie lepiej odzwierciedla i oddaje ostrość barw we fleszu niż bez niego. Kolory są niemalże identyczne jak w rzeczywistości :) Za usterki techniczne więc przepraszam :) I pamiętajcie, że każde zdjęcie dodane na moim blogu możecie powiększyć do rzeczywistych rozmiarów wystarczy na nie kliknąć :D

Smarowidła i recenzje

Dzisiaj przedstawię Wam kilka moich ulubionych produktów do pielęgnacji skóry ciała. Mam skórę suchą, a jeszcze bardziej wysusza się w okresie jesienno-zimowym, przez co naprawdę potrzebuję dobrego nawilżenia. Ze zużywaniem balsamów czy maseł nigdy nie miałam problemów, ponieważ już dawno temu wyrobiłam sobie nawyk że smaruję się i rano i wieczorem. Dzięki temu moja skóra jest ciągle odżywiona, nawilżona no i przyjemnie pachnie :)

A z góry ostrzegam że post będzie dość długi :P 

Pierwszym z moich ulubionych smarowideł jest bezkonkurencyjne mega odżywcze i bogate masło do ciała z Sephory, ma ono pojemność 470ml i ważne jest 18 miesięcy od otwarcia. Regularnie kosztuje chyba 69zł o ile dobrze pamiętam, ale ja kupiłam ze zniżką sephorowską razem z innymi kosmetykami zaraz przed świętami w tamtym roku i wyszło ok 43zł. Więc mi się opłacało :p Masło jest naprawdę gęste i zbite, jego konsystencja rzeczywiście przypomina takie masełko z maselniczki i ma delikatny, bardzo przyjemny dla nosa zapach. Bardzo szybko się wchłania, nie zostawia tłustego filmu na skórze a sama skóra jest po chwili nawilżona i mięciutka w dotyku. Bez problemów można wysmarować się rano przed wyjściem z racji szybkiego wchłaniania się. Nie maże się ani nie ciapie jak np masła które miałam kiedyś z Ziaji czy Perfecty (dobrze mówię?:p). Jak już wspomniałam jest ono dla mnie bez konkurencyjne i teraz sięgam po nie najczęściej. Nie wykluczone jest to że jak tylko będę miała zniżki do Sephory a będę w PL pojadę i kupię jeszcze jedno opakowanie.




Kolejnym moim ulubionym produktem, którego właśnie zużywam ente opakowanie jest balsam do ciała o zapachu mango z The Body Shopu. Balsam o pojemności 200 ml w wygodnym opakowaniu z pompką co ma w sobie i plus i minus. Łatwo się opakowaniem obsłużyć ale kiedy produktu zostaje nam jakieś 2/5 opakowania, niestety pompka już nie działa i trzeba balsam wybierać patyczkiem lub plastikową łyżeczką bo inaczej można zmarnować jeszcze sporo produktu :( Balsam ma przyjemną konsystencję, nie jest zbyt gęsty oraz nie jest zbyt wodnisty, czego strasznie nie lubiłam np w balsamach Nivei, brr. Niestety jak na balsam trochę długo potrafi się wchłaniać, dlatego rano nie lubię się nim smarować przed wyjściem bo zbyt długo mu zajmuje wchłonięcie się. Jednak co jest ogromnym plusem, naprawdę, naprawdę nawilża mocno skórę. Często gęsto moja skóra jest mocno ściągnięta, jej stanu nie poprawia na pewno woda w Niemczech która jest strasznie twarda :/ Ale balsam jest takim plasterkiem (jak ten w reklamie graniera) Ma przepiękny zapach mango, który czuję jeszcze rano po przebudzeniu. Niestety butelka 200ml nie jest zbyt wydajna, starcza na ok 2-3 tygodnie codziennego używania, a w DE w TBS kosztuje 11 euro.



Następne masełko, i również z The Body Shop Wild Cherry Body Butter. Niestety tym razem nie mogę powiedzieć że to moje ulubione smarowidło, kupiłam je na wyprzedaży za 35zł, skusił mnie  piękny i świeży zapach wiśni, ale nie spojrzałam na etykietę że przeznaczone ono jest do skóry normalnej. Jak już wiecie takowej nie mam. I rzeczywiście, konsystencją raczej przypomina mi balsam, trochę bardziej jest wodnisty niż masło z Sephory czy nawet wyżej opisany balsam mango. Przyjemnie rozprowadza się na skórze, ale odżywienie czy nawilżenie nie jest już tak intensywne jak w przy poprzednich kosmetykach. Nie mam mu tego za złe bo sama nie spojrzałam na etykietę  :P Jako że nie miałam go komu oddać to zużywam, wolno idzie ale na szczęście zostało jeszcze na góra 4-5 aplikacji. Jest średnio wydajne, trzeba sporo nałożyć żeby równomiernie rozsmarować na całym ciele, plus ten że wchłania się od razu. I standardowo dla maseł z TBS ma pojemność 200ml.



I mój domowy mały podręczny kremik, który zostawiła mi moja mama :3 Jeden z fajniejszych kremów jakie używałam, czy do suchych rąk, czy na suche placki na skórze które często mi się robią. Działa od razu, mocno nawilża skórę i pozostawia ją odświeżoną, trochę długo się wchłania ale lubię go używać bo skóra robi się miękka i przyjemna. Jest on głównie przeznaczony do pielęgnacji skóry dzieci więc pewnie dlatego :p Ale wyparł krem nivea który używałam od wielu lat i wiem że jak kiedyś skończy mi się opakowanie kupię go ponownie, jego pojemność to 150ml i zapewne kosztuje grosze w DM a jego zapach jest obłędny, taki budyniowy, mniam. Naprawdę polecam, jeśli któraś z Was mieszka w Niemczech lub ma blisko do DM to warto kupić.



I mój ulubieniec od lat, czyli Krem Wyszczuplający + Ujędrniający od Eveline w wersji chłodzącej. Używam go jakieś 4 lata bez przerwy, a opakowań które zużyłam nie zliczę. Wiadomo że sam balsam naszej skórze oprócz tego że ją napnie i wygładzi nic więcej nie zrobi, do tego potrzeba diety i ćwiczeń które przechodziłam i nadal przechodzę. Bo po prostu lubię. Jem wszystko, ale połowę mniej i waga leci w dół, balsamy takie jak te traktuję jako dodatek, ale bardzo dobry dodatek. Skóra jest świetnie wygładzona, napięta i rzeczywiście staje się o wiele jędrniejsza przy regularnym używaniu. Początkowo przez dłuższy czas balsam wsmarowywałam dłonią i wykonywałam masaż, od jakiegoś czasu posiadam masażer i efekt jest bez porównania. Krem wchłania się powoli, przez co lepiej nie wskakiwać od razu w piżamę lub ciuchy (tak używam 2 razy dziennie :D, lub z rana wtedy kiedy wiem że mogę sobie pozwolić) i przyjemnie chłodził w gorące letnie noce, teraz już mi tylko zimniej jest :p Sama tubka jest bardzo wydajna, kremu starcza mi od 2 do 3 miesięcy codziennego używania, jeśli smaruję tylko wieczorami. Głównie masuję problemowe partie ciała czyli biodra, pupę i wewnętrzną część ud. Przy zdrowym trybie odżywiania, naprawdę udało mi się pozbyć cellulitu, wierzę że krem miał na to jakiś chociaż mały wpływ. Szkoda tylko że rozstępów nie daje rady zwalczyć, ale no cóż, nie wszystko zdziała. Jednak mimo tego i tak go używam i wiem że będę używała, bo to mój numer jeden jeśli chodzi o te "sprawy".




Oraz na koniec mój najnowszy nabytek o pojemności aż 500 ml o.O Krem do suchej skóry z olejkiem kokosowym z firmy Balea. Tyle ile mogę napisać to to że zapłaciłam za niego 1,89 euro i ma zabójczy zapach kokosa, niezwykle przyjemny. Więcej na jego temat napiszę jak go potestuję i zobaczę czy sprawdzi się równie dobrze jak poprzednie smarowidełka.

 

Wydaje mi się że to wszystko co chciałam Wam na ten temat napisać, pewnie i tak o czymś zapomniałam, jeśli mi się przypomni to uzupełnię :) Na pewno z czasem będę aktualizowała swoją pielęgnację skóry, jeśli wyszukam coś ciekawego i będzie to kosmetyk wart polecenia.

Pozdrawiam :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Labels

ABH Alverde Anastasia Beverly Hills Archie's Girls ArtDeco Astor Astor Perfect Stay Avon Avon Planet Spa Balea Balea balsamy Balea Bodybutter BB Krem bebe Bell Benefit BH Cosmetics Błyszczyki Bourjois Bourjois 123 Perfect Bronzer Brwi Bubchen Bubel Catrice Catrice Colibri Catrice Cucuba Catrice Hollywood's Fabulous 40ties Catrice spectaculART Catrice Une Deux Trois Chanel cienie Clarins Collection Color Tattoo Cut Crease Czerwone Brwi czerwone usta Dior DM Essence Essence Class of 2013 Essence Fantasia Essence Home Sweet Home Estee Lauder Eveline Eveline Cosmetics Eyeliner Face Chart FOTD Garnier Garnier BB Krem Garnier Hydra Adapt Giorgio Armani Golden Rose Hakuro Holika Holika Inglot Inglot Noble Joko Kiko Kobo kocie oko Kosmetyki Kreski L'Oreal La Roche Posay Laura Mercier Liz Earle LORAC Lovely MAC MAC Mineralize Skinfinish MAC Temperature Rising Maestro MakeUp Geek Makeup Revolution Makijaż makijaż kolorowy makijaż na dzień Makijaż w brązach Manhattan Max Factor Maybelline Maybelline Fit Me Mazidełka do ust MeMeMe Miss Sporty Mixed Metals MUR nowości NYX Olejek Sesa P2 P2 Nail Polish Sand Style palety Pielęgnacja skóry wokół oczu Pielęgnacja ust Pierre Rene pigment podkład Recenzja Revlon Rimmel Rival de Loop Rozdanie Róż Sephora Shiseido Sleek Sleek Au Naturel Sleek Lipstick Palette Sleek Monaco Sleek Respect Sleek Siren Sleek Sunset Smarowidła do ciała smoky eye Step by Step Stripped Nude swatche Szminka szminki TAG The Body Shop Ulubieńcy Ulubieńcy miesiąca Urban Decay Vichy Dermablend Wibo wieczorowy makijaż wkłady Yves Rocher Zakupy Zoeva