środa, 21 września 2016

** L'Oreal Paris, Infallible 24h Matte Foundation - Recenzja **

Wielkimi krokami zbilżają się słynne już, rossmannowskie promocje -49% na całą kolorówkę. Z tej okazji pomyślałam, że dobrze byłoby napisać co nieco z własnej perspektywy o podkładzie który zaskoczył mnie i to w dość pozytywnym znaczeniu.

Moją największą uwagę przyciągnął podkład Infallible 24h w wersji matującej, przyznam robiłam do niego podchody przez kilka tygodni. Czytałam różne recenzje, w drogerii za każdym razem go oglądałam i biłam się sama ze sobą "warto czy nie?". W końcu go kupiłam, najlepsze że jak na drogeryjną sknerę (średnio przepadam za drogeryjnymi podkładami, rzadko się u mnie sprawdzają chociaż mam swoje ulubione, żeby nie było :P) zapłaciłam pełną cenę 59,99zł :D więc wow.

Ale okej zacznijmy od tego co pisze o nim sam producent:
Podkład zero kompromisów, 24h trwałości, 24h matu. Błyszczenie pod kontrolą przez 24h.
- Formułą z perlitem minimalizuje nadmiar sebum
- Lekka konsystencja podkładu dla naturalnego i świeżego wyglądu
- Formuła wzbogacona w polimery daje matowe wykończenie przez 24h

źr. www.lorealparis.pl



Niech wstanie ten, kto nosi makijaż przez pełną dobę :) Oczywiście nie mówię tu o specjalnych okazjach, bo takie też się zdarzają. Co osobiście  w tym podkładzie lubię najbardziej to tubka w jakiej jest schowany, łatwą aplikację zapewnia dziubek, który rewelacyjnie dozuje odpowiednią ilość podkładu a i nawet jak chcemy odrobinę więcej, to można być pewnym że nie przedobrzymy. SAm podkład występuje u nas w 5 odcieniach, natomiast w drogeriach internetowych można spotkać również kolor nr 10 Porcelain, który podobno jest bardzo jasny, ja sama posiadam nr 11 Vanilla który do najjaśniejszych niestety nie należy i jeżeli jesteś bledsza niż ja, a Revlon Colorstay 150 bądź podkłady MAC w odcieniach NC15 są dla Ciebie za ciemny to zdecydowanie odradzam, bo maska murowana. Odcień sam w sobie nie jest zły tuż po nałożeniu bo wydaje się być ładnym, jednakże z domieszką chłodnych tonów beżem, po zastygnięciu delikatnie oksyduje i wychodzą z niego różowe tony, jednak kiedy nakładam go na twarz rzeczywiście odcina się po chwili, ALE po kilku kolejnych minutach dość dobrze wtapia się w koloryt skóry i wygląda naprawdę świetnie! 




Sam w sobie po nałożeniu ma raczej wykończenie satynowe, niż typowo matowe jakie znam z typowo matujących podkładów, w przypadku mojej tłustej cery nie obejdzie się bez dodatkowego utrwalenia pudrem. Krycie? Jak dla mnie idealne, nie za ciężkie, nie za lekkie, ukrywa *drobne zmiany skórne na tyle dobrze, że nie odczuwam potrzeby użycia korektora (myślę, że w przypadku większych niedoskonałości i trądziku korektor będzie niezbędny). Sam mat (podkład + puder wykańczający) trzyma się u mnie ok 6 godzin, później zaczynam się delikatnie błyszczeć w strefie T, ale jest to błysk do przejścia, ten najgorszy następuje po kolejnych 3-4 godzinach, a więc naprawdę wielkie wow dla L'Oreala! 

Co jest również ważne dla mnie podkład jest lekki, nie czuć go na twarzy, nie obciąża skóry w żaden sposób. Nie zapycha, nie podkreśla włosków na twarzy, nie włazi w pory ani ich nie podkreśla, powiedziałabym że pięknie wygładza skórę jak po użyciu mojej ulubionej bazy POREfessional z Benefit, nie ściera się, nie zostawia brzydkich smug na telefonie / ubraniach. Sama jestem zaskoczona, że tak naprawdę nie mam się do czego przyczepić, używam tego podkładu z przyjemnością od ponad 2 miesięcy i chociaż kocham testować co rusz coś nowego, całkiem możliwe jest że po wykończeniu tubki wrócę po niego, bo myślę że warto mieć dobry i matujący podkład pod ręką, który nie robi krzywdy na twarzy :) 

Na koniec cena, w regularnej cenie drogeryjnej 59,99zł, na -49% wychodzi o ile dobrze pamiętam 30-parę złotych, ale w drogeriach internetowych można go znaleźć już od 25zł w górę, więc jeżeli masz ochotę go przetestować polecam polować w internecie bądź na promocjach w sklepach.

A może już jesteś posiadaczką tego podkładu? A może planujesz zakup? Podziel się poniżej :) 

sobota, 17 września 2016

**W końcu jesiennie, czyli ciepłe barwy na oczach z niecodzienną kreską **


Hejoo, witam się z Wami dość jesiennie, za oknem szaruga, deszcz oraz chłodek na który nie mogłam się doczekać. Nareszcie z szaf można wyjąć ciepłe swetry, trochę bardziej odpowiednie na tę porę roku buty, a picie gorącej herbaty czy kawy nie będzie aż tak męczącym doświadczeniem. Na oczy znów można wrzucić ciepłe barwy, brązy, zgaszone odcienie pomarańczy, burgundowe piękności, przydymione róże, fiolety, złociste kolory czy połyskujące, iskrzące a nawet brokatowe perełki. Ja zdecydowanie mówię "Żegnaj lato i mam nadzieję, że prędko nie wrócisz" :)

Co do dzisiejszego makijażu, wykonałam go nowościami które pokazywałam w jednym poprzednich postów. A więc:


Twarz: L'Oreal Infallible 24H Matte w kolorze 11 Vanilla (niedługo recenzja), Clinique All About Eyes Concelear 01 + L'Oreal Lumi Magique 01, Laura Mercier puder Secret Brightening do utrwalenia korektora, Kiko puder Color Correction, Kiko "LE Generation Next" bronzer w odcieniu Beyond Sienna, Kiko "LE Modern Tribes" róż Tribal Soul 02, Inglot Sparkling Dust 01

Brwi: Pomady Anastasia Beverly Hills w odcieniach Blonde + Medium Brown, Kiko Eyebrow Fiber Mascara w odcieniu 01 Blonde

Oczy: Cienie Inglot 313 (całą powieka + łuk brwiowy), 108R (załamanie powieki i zewnętrzny kącik), 102R (zewnętrzny kącik i linia rzęs), 157 (wewnętrzny kącik dolnej powieki) i 142 (powieka ruchoma), Maybelline Color Tattoo w odcieniu Pink Gold (jako baza pod cień nr 142), Pigment nr 86 + Duraline (tutaj w roli kreski), Urban Decay Glode On Pencil w kolorze Glitter Rock (linia wodna), Wibo tusz do rzęs Volume Extreme 

Usta: Sephora nano Lip Pencil w kolorze 09 Pleasant Plum + Kiko "LE Generation Next" Frosted Look Lipstick 06








Czy Wy również pod koniec lata macie już go serdeczenie dosyć i wyczekujecie jesieni? :) 
Do następnego! 

czwartek, 8 września 2016

Makijaż :)

Hej :)

Wciąż jeszcze czekam na ładowarkę do baterii z aparatu, ale w międzyczasie robiąc porządki na dysku znalazłam makijaż, którego nie zdążyłam jeszcze opublikować na blogu. Jest to makijaż w odcieniach złota z połyskującym brokatowym pyłkiem oraz zieloną dolną powieką, trochę się do niego niestety nie przyłożyłam, ze względu na ograniczoną ilość czasu tuż przed pracą jaką miałam, ale myślę że efekt końcowy nie jest najgorszy.

Pełnej listy użytych kosmetyków tym razem nie będzie, ponieważ zwyczajnie nie pamiętam :( Wybaczcie.









Miłego dnia wszystkim! :) 

środa, 7 września 2016

Chwilowy powrót + kilka nowości z Inglota

Wow, czuję się jak świeżynka zaczynająca swoją przygodę z blogowaniem. Nie pisałam od 9 miesięcy i przyznam, że mi dziwnie, w ciągu tych długich miesięcy rzeczywiście rozważałam całkowite zawieszenie bloga bądź jego usunięcie...., ale zdecydowałam że niech zostanie i może za jakiś czas ponownie tu wpadnę :)
I jestem, chociaż na pewno nie na dłuższy czas, bo wiem że niedługo przyjdzie dosyć intensywny okres w moim życiu i zniknę, dopóki nie będę w stanie "ogarniać" :)


Przechodząc do nowości oczywiście swoje kroki, a raczej palce i myszę skierowałam ku sklepowi Inglota (tak robię zakupy przez internet, bo przynajmniej wiem że coś jest na miejscu i nie muszę biegać po mieście z wywieszonym jęzorem :P). Jesień powoli czuć w powietrzu, a i mnie ogarnia jesienny nastrój na ciemniejsze, cieplejsze, miedziane odcienie, które jak większość z nas wie idealnie wpasowują się w zmieniającą się pogodę.


313 - jasny cielisty beż, akurat ten cień już miałam w swoim posiadaniu 
142 - nowość, delikatny jasny cielisty cień o wykończeniu AMC Shine, opalizujący na złoto-różow
157 - nowość, piękny pomarańczowo miedziany odcień (ten cień pochodzi z jesiennej kolekcji Inglot 2014)
108R - nowość, pomarańczka w trzech odcieniach o matowym wykończeniu, cudowna pigmentacja
102R - nowość, ta sama rodzina co poprzedni cień, piękne odcienie mlecznego ciepłego brązu

Jako fanka mocnego rozświetlenia na twarzy i ogólnie jako fanatyczka rozświetlaczy, w końcu skusiłam się na przepiękny puder intensywnie rozświetlający Sparkling Dust w odcieniu 01, żałuję strasznie że bateria w aparacie mi padła a na nową ładowarkę wciąż czekam, bo efekt jest totalnie nie z tej ziemi, to jaki efekt puder daje... dosłownie kapcie spadają z nóg, nie wiem dlaczego nie kupiłam go o wiele wcześniej. Zdjęcia z jego udziałem pojawią się w kolejnym poście, jak tylko będzie mi dane naładować baterię w mojej listrzance!!! 

I na koniec moja prawdziwa perełka, kocham pigmenty Inglota i nie ukrywam, że mam już ich całkiem sporo. Swoją ceną, jakością i wyborem najróżniejszych kolorów oraz wykończeń mam wrażenie, że biją niejedną markę dostępną w Polsce jak i za granicą. Uwielbiam to jak się trzymają, co można z nich robić, a już w połączeniu z duraline jest po prostu moc przy której ciężko przejść obojętnie. Nowym skarbem w rodzinie jest pigment o numerze 86, jest to kolor z tych popularniejszych, bo często gęsto w salonach lub wysepkach jest zwyczajnie wyprzedany. Burgundowy odcień, połyskujący delikatnie na złoto, różowo, brązowo, czerwono i ciężko określić co jeszcze, odcień jest tak przepiękny że po otrzymaniu przesyłki siedziałam z nim na ręku i podziwiałam w każdym możliwym świetle :P



Chyba nigdy nie miałam cięższego zadania, niż w miarę dobre uchwycenie pigmentu na zdjęciu :)

I tak dotarłam do końca dzisiejszego postu, wkrótce więcej i makijaże oraz inne kosmetyki, które wpadły mi w łapki przez ostatni czas. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tutaj zagląda, a przy okazji napiszcie co lubicie i czy w ogóle lubicie Inglota :) 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...